20–22.04.2012 – II zlot Klubu Miłośników Stawki

Są takie chwile w życiu każdego agenta, gdy niezawodnie trzeba stawić się na wezwanie centrali i biada temu, kto nie dostrzeże tego w porę. Dlatego rezydenci lokalnych siatek sprawnie pokonali szlaki komunikacyjne Górnego Śląska, trakty Pomorza Zachodniego, arterie Mazowsza, gościńce Wielkopolski, drogi Dolnego Śląska i bezdroża Gór Sowich, by zameldować się w cichej przystani, oznaczonej słusznych rozmiarów logiem Klubu Miłośników Stawki. Łącznicy sprawdzali przybywających do wioski Sokolec za pomocą hasła „Jestem od Kurta z Berlina”. Było to bezwzględnie konieczne, ponieważ w okolicy zauważono koncentrację pojazdów nieprzyjaciela, przegrupowującego swoje oddziały. Dodatkowe zabezpieczenie stanowiła firanka w oknie (oczywiście zasłonięta) i doniczka z paprotką (stojąca, rzecz jasna, na swoim miejscu). Ze względów bezpieczeństwa szef siatki przybył pod osłoną nocy, po pokonaniu okolicznych wzniesień i cieków wodnych oraz zmyleniu czujności wartowników. Szczególne środki ostrożności podjęli członkowie siatki szczecińskiej, którzy przez większą część dnia przedzierali się przez lasy i pagórki, by nie wpaść w ręce ludzi Stedtkego. Podjęte działania maskujące tłumaczyli stanem wyższej konieczności. Ich profesjonalizm spotkał się z najwyższym uznaniem wszystkich obecnych w gospodarstwie agroturystycznym „AgroPajda”.

Łyk mleka z dzbana Basi Reczko i pajda chleba, wypieczonego przez stacjonujących w górskiej głuszy ludzi z oddziału „Bartka”, wystarczyły, by przy akompaniamencie i pod kierownictwem Jacka zaintonować parę pieśni filmowych, bojowych, patriotycznych i rewolucyjnych, a następnie z zapałem przystąpić do próby ogniowej, za jaką uznano stawkową zabawę, przygotowaną przez Leszka oraz Bogdana. Do współzawodnictwa stanęły drużyny Joanny, Karola, Marka, Piotra, Rafała i Tomka. W pierwszej części rywalizacja wywoływała i rozbawienie (czy można nie znać kryptonimu polskiego agenta działającego wewnątrz Abwehry?), i dużą koncentrację (nie tak łatwo jest wymienić z marszu osoby, które zabił agent J-23). Walka na śmierć i życie rozpoczęła się w finale, do którego zakwalifikowały się dwa zespoły z Pomorza Zachodniego i jeden z Wielkopolski. Rywalizacja nie wykluczała popisów oratorskich: Tomek bezbłędnie odpowiedział na pytanie dotyczące Mariki Rökk i przy okazji przeprowadził zgrabny wywód o węgierskiej aktorce, której dokonania ekranowe łączą „Stawkę większą niż życie” z „Siedemnastoma mgnieniami wiosny” (Kloss czeka przed kinem Roma, w którym wyświetlany jest film „Hab mich lieb” z Mariką Rökk w roli głównej, a Stirlitz oczekuje na łącznika w sali kinowej, w której prezentowany jest obraz z jej udziałem). Po serii trudnych, podchwytliwych i wręcz perfidnych pytań (wszak perfidię bolszewików znamy nie od dziś) wyłoniono zwycięzców: najwyższe miejsce na podium zajęła drużyna Marka, nieco niżej znalazł się Piotr ze swoim zespołem, a miejsce trzecie przypadło Tomkowi i jego ludziom. Wśród nagród były m.in. fotomapy kompleksu podziemi „Riesie”, co szczególnie ucieszyło zwycięzców, gdyż trafne rozpoznanie to połowa sukcesu.

W sobotni poranek za oknem siąpił deszcz. Nikogo to specjalnie nie zdziwiło – wszak w zeszłym roku o tej porze padał deszcz. Deszcz ze śniegiem. Dlatego cała grupa żwawo wyruszyła na spotkanie rocznicowych atrakcji. Ich wspólnym mianownikiem był kompleks „Riese”, czyli „Olbrzym”, do dzisiaj nieodkryte w pełni najpotężniejsze przedsięwzięcie górniczo-budowlane hitlerowskich Niemiec, przy wznoszeniu którego życie straciło około pięciu tysięcy więźniów narodowości żydowskiej.

Pierwszym przystankiem był zamek Książ. Przewodnik oprowadził klubowiczów szlakiem „Od Piastów do tajemnic II wojny światowej”, umożliwiając m.in. obejrzenie zapierającej dech w piersiach panoramy okolic z wieży widokowej. Widok na zamkowy dziedziniec mimowolnie przywołał na myśl plener odcinka „Akcja – «Liść dębu»”, choć wszyscy obecni doskonale wiedzą, że filmowy sztab generała Pfistera to w rzeczywistości zamek w Pieskowej Skale. Pobyt w Książu uzmysłowił członkom stawkowej siatki, że swoje tajemnice ma nie tylko zamek Edelsberg, ale również zamek Fürstenstein. To tam przygotowywano kwaterę dla Hitlera. Nadzorowane przez organizację Todt przedsięwzięcie wiązało się z przebudową licznych komnat zamkowych, czyli de facto z ich zniszczeniem. Pod zamkiem wydrążono blisko kilometr korytarzy, będących częścią sieci podziemnego kompleksu „Riese”. Pomieszczenia powstałe po usunięciu okruchów skalnych wykończone zostały betonem, aby zapewnić bezpieczeństwo Führerowi i jego otoczeniu. Dla zwiedzających dostępny jest jedynie płytszy poziom podziemi. Głębiej stacjonuje stacja sejsmiczna Polskiej Akademii Nauk, która gościła realizatorów serialu „Tajemnica twierdzy szyfrów”. Czy zamkowe komnaty, krużganki, podziemne korytarze, zakątki z bujną roślinnością, pobliska stadnina i okoliczne lasy były scenerią którejś z niebezpiecznych akcji Hansa Klossa? Nie były, ale przecież mogły być.

Bezproblemowe dotarcie do podziemnych wyrobisk położonych w okolicach Jugowic wymagało dyscypliny czasowej, ponieważ trwało przemieszczanie jednostek zmotoryzowanych nieprzyjaciela, nazwane dla zmylenia obcych agentur rajdem samochodowym. Dyscyplina i czujność to sprzymierzeńcy każdego członka siatki, dlatego po niedługim czasie kolumna pojazdów z autoflagami Klubu Miłośników Stawki zaparkowała przed wejściem do kompleksu „Włodarz”, który w czasie ostatniej wojny nosił nazwę „Wolfsberg”. Tam właśnie, w zboczu góry, na wysokości 811 m n.p.m., w niezwykle twardej skale gnejsowej, nadludzkim wysiłkiem więźniów, powstało 3000 m podziemnych korytarzy. Przed wejściem do podziemi koniecznie należy włożyć kask, by uniknąć bezpośredniego kontaktu z nierównej wysokości sklepieniem. W wyrobisku przez cały rok utrzymuje się niska temperatura (ok. 6 – 8ºC), poczucie chłodu potęguje wilgoć. W skalnych grotach zbiera się woda skapująca ze skał. Z biegiem lat w wyrobiskach utworzyły się kilkudziesięciometrowej długości i niespełna metrowej głębokości zbiorniki wodne, co umożliwiło uruchomienie pokonywanej łodziami trasy dla turystów. Adepci kursów dla początkujących szpiegów poddawani są próbie wody, ognia czy zimna, zatem nie było problemów, by doświadczeni agenci siatki stawkowej wsiedli do łódek i przebyli trasę we wnętrzu „Włodarza”. Podczas podziemnego rejsu o ściany grot odbijały się głosy przewodników opowiadających o historii obiektu, omawiających teorie dotyczące jego przeznaczenia i przytaczających wstrząsające informacje o losie więźniów pracujących pod ziemią. Nastrój panujący w „Wolfsbergu” sprawia, że wyobraźnia podsuwa obrazy sprzed kilkudziesięciu lat, a atmosferę tajemnicy i niesamowitości potęgują warunki klimatyczne. Nastrój został jeszcze bardziej podkręcony przez niespodziankę klubową, której istotę chroniła przed światem naturalna izolacja skalna. Po trzech godzinach pobytu w podziemiach uczestnicy zlotu wyszli na zewnątrz. Wiosenne słońce, łyk ciepłej herbaty i coraz śmielej poczynająca sobie zieleń drzew i krzewów sprawiły, że od razu zrobiło się cieplej. Jednak nastrój wyrobiska jeszcze długo utrzymywał się w powietrzu...

Po powrocie w gościnne progi „AgroPajdy” niespodziankę sprawił klubowiczom Leszek, organizator spotkania rocznicowego w Górach Sowich: każdy uczestnik zlotu otrzymał pamiątkowy kubek z klubowymi znakami graficznymi i nazwą spotkania. Sensacją sobotniego popołudnia stało się pojawienie przed obiektem mężczyzny w mundurze oficera Abwehry, łudząco podobnego do Hansa Klossa. W pierwszej chwili podejrzewano, że to ordynarna prowokacja, ale okazało się, że przybysz jest rekonstruktorem, który przybył w Góry Sowie na imprezę organizowaną w kompleksie „Włodarz” podczas długiego weekendu majowego. Za mundurem Klossa z miejsca podążyły sznurem nie tylko panny, ale również mężatki i kawalerowie orderów wszelakich. Atrakcję sobotniego wieczoru stanowiło ponadto ognisko z kiełbaskami, wspólne śpiewanie i klubowe pogwarki. W niedzielny poranek powtórzyła się prowokacja ze strony tzw. „rajdowców”, czyli w rzeczywistości ludzi Stedtkego i Lothara, ale i tym razem pojazdy agentów stawkowych zmyliły tropy i niezauważone wymknęły się krętymi drogami Gór Sowich.

Trzeci sezon działalności Klubu Miłośników Stawki nabrał już rumieńców: w marcu odbyło się spotkanie z aktorami, trwają przygotowania do spotkania w stawkowym Olsztynie. A jeszcze niedawno z wyczuwalną nutą niepewności można było stwierdzić co najwyżej, że „są takie pasjanse, w których dopiero po odwróceniu kart widać, czy pasjans wyszedł”. Dzisiaj natomiast z satysfakcją powiedzieć można, iż „była to dobrze pomyślana i dobrze wykonana robota”. Ciąg dalszy klubowej opowieści z pewnością nastąpi. Prosit!

Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z II zlotu Klubu Miłośników Stawki, której autorami są Katarzyna Szura i Jacek Szura oraz Ewa Baćmaga, Rafał Baćmaga, Monika Mikołajczuk, Elżbieta Pietrzyk, Piotr Żmudzki.

© 2019 Shen-Kun - Baca - BoBer. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Projekt strony: Hyh - tworzenie stron.