Forum » Wokół serialu » Nawiązania do Stawki w literaturze i filmie
109 postów   2 3 4 5 6 7 8 9
Autor Nawiązania do Stawki w literaturze i filmie
Modrzew

Witam!
Stawkowe minikino zaprasza na premierę trzeciej części produkcji własnej pt. "Kloss wiecznie żywy".
Klikamy TUTAJ i natychmiast zaczynmy oglądać.
Pozdrawiam.

------

Nejlepší kaštany jsou na náměstí Pigalle. Zuzana je ráda jen na podzim.
No Hans, nie rozśmieszaj mnie!

24-05-2011 22:35

jhbsk

Dzięki!
I można zobaczyć nieistniejący już Supersam.

------

– Fajnŏ pogoda.
– Ja,łōńskiygo roku ô tyj porze lecioł dyszcz.
– Dyszcz ze śniygiym.

25-05-2011 12:36

Mefist0

Podejrzewam, ze ten wątek na forum już się pewnie pojawił, nie mniej wczoraj na KINO POLSKA późnym wieczorem miałem przyjemność oglądnąć nie od początku i nie do końca film "TYLKO UMARŁY ODPOWIE" z 1969 roku, w którym to w czasie kwadransa na ekranie przewinął się Ryszard Filipski (Schabe), Janusz Kłosiński (Filipiak), Bogusław Sochnacki (Zając), Bolesław Płotnicki (Podlasiński), Tadeusz Schmidt (Horst), Ewa Wiśniewska (Anna), Witold Pyrkosz (Kleist) i Eliasz Kuziemski (Elert) - a jakbym jeszcze z kwadrans oglądnął, to pewnie na tym by się nie skończyło... W każdym razie to chyba jeden z najbardziej "niestawkowych-stawkowych" filmów :)

------

My, Niemcy, bez mundurów czujemy się kalekami...

15-06-2011 13:29

A79

"Mefist0" napisał:

W każdym razie to chyba jeden z najbardziej "niestawkowych-stawkowych" filmów :)

Twoja obserwacja Mefist0 jest nader ciekawa, obsada podpowiada, że ze "Stawkowych" bohaterów pojawiają się jeszcze Andrzej Mrozek ("Bob Taylor", "Bez instrukcji"), Andrzej Krasicki (SS-man, "Akcja 'Liść dębu'"), Kazimierz Talarczyk (generał, "Spotkanie") i Ferdynand Matysik (pułkownik przetrzymywany przez CIA, "Poszukiwany..."). Rzeczywiście, niespotykane zagęszczenie, wymienieni przez ciebie wcześniej bohaterowie to nie ilustracyjne epizody, ale główne role filmu. To zresztą mój ulubiony film, ze względu na kreację Ryszarda Filipskiego (chociaż najlepszy polski kryminał to jednak "Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię" J. Majewskiego).

Zaproponuję w tej samej konkurencji "Ostatniego świadka". Spotykają się tam Kloss, Witte i Christopulis w zbrodniczym duecie, dla odmiany porucznicy Stolp i Neumann w duecie aniołów stróży, znany Stolpowi standartenfuhrer Muller, ponownie Elert w mundurze MO, generał dwojga nazwisk Langer - von Boldt, podpity lowelas Jeanne Mole z Wehrmachtu, ponownie SS-man od Weissa (nawet się chyba nie przebrał...) i agent Z-82. Też nieźle.

------

Ba! Gdybym ja był niedyskretny…

16-06-2011 20:07

hsb
Trudno to nazwać za nawiązanie - bardziej jako ciekawostkę: w filmie krótkometrażowym "Ojciec" (premiera 16.04.1967) jedna postać zwraca się do drugiej słowami "Nie ze mną te sztuczki".

------

23-06-2011 14:53

A79

Oddaję głos Stefanowi Kisielewskiemu, który w swoich "Dziennikach" zanotował:
15 stycznia [1969]
Okropnie zabawna polemika jest w „Kulturze” (warszawskiej rzecz prosta) na temat telewizyjnego cyklu „Stawka większa niż życie”, przedstawiającego bohaterskiego „kapitana Klossa”, oficera niemieckiej Abwehry, będącego w istocie agentem Polski Podziemnej (żeby było śmieszniej, podziemia... komunistycznego). Jest to cykl krótkich, nieźle zrobionych filmów, gdzie bohaterski i przystojny (bardzo mu dobrze w eleganckim niemieckim mundurze) kapitan Kloss dokonywa cudów bohaterstwa, kiwając Niemców jak chce. Bzdurstw historycznych jest tam całe masy, nieprawdopodobieństw otchłanie, taki polski James Bond, ale rzecz chwyta ogromnie, cała Polska to ogląda, dzieci się w to bawią. Toeplitz wyśmiewał się z całej rzeczy dosyć subtelnie i inteligentnie, pokazując że naród odmłodniały i nie pamiętający okupacji bierze rzecz na serio. Na przykład w jednym masowym magazynie ukazała się fotografia Klossa w mundurze oficera Abwehry z napisem „Takim pokochały go miliony telewidzów”. I oto Toeplitzowi odpowiada pułkownik Załuski, nieszczęsny męczennik, patriota-kłamca. Pisze on ni mniej, ni więcej, tylko że naród, karmiony od lat literaturą martyrologiczną i pesymistyczną, „literaturą klęski”, potrzebuje rekompensaty w postaci bohatera, któremu się udaje, który bije Niemców i ma sukcesy. To nieważne wobec osiągnięć pedagogicznych. Więc znowu pisanie „ku pokrzepieniu serc” – tyle że zamiast Skrzetuskiego jest James Bond i to „komunistyczny”. Ha – jakie czasy, takie pokrzepienie. A biedny Załuski wciąż udaje, że nie rozumie, iż naród, który utracił niepodległość, może się cieszyć tylko na zasadzie „odhistoryczniania” i odrealniania całej sprawy – zresztą i Toeplitz nic na ten temat nie nadmienia... (niechby spróbował).

Cytat za: Sf. Kisielewski, „Dzienniki”, Iskry, Warszawa 2001, ss. 169–170.

Wpis w "Dziennikach" nie dziwi mnie wcale, Kisiel wielokrotnie w codziennych zapiskach daje się poznać jako wierny i bystry konsument kultury masowej. Pozwolę sobie na kilka uzupełnień i jeden dłuższy komentarz.
1) (...) w „Kulturze” (warszawskiej rzecz prosta) - ówcześnie ukazywał się w Warszawie tygodnik "Kultura", który był swoistą odpowiedzią władz komunistycznych na miesięcznik "Kultura", redagowany i wydawany w Paryżu przez Jerzego Giedroycia.
2) Jest to cykl krótkich, nieźle zrobionych filmów - wtedy nie funkcjonowało osobne pojęcie serialu jako gatunku, tylko "filmu seryjnego"; stąd Kisielewski godzinne odcinki nazywa "krótkimi" w zestawieniu z pełnym filmem fabularnym trwającym ok. 90 minut.
3) Toeplitzowi odpowiada pułkownik Załuski - chodzi Krzysztofa Toeplitza, słynnego KTT, dziennikarza już wówczas o wysokiej renomie i Zbigniewa Załuskiego, autora popularnych książek historycznych, o swoistych poglądach będących mieszanką idei patriotyczno-narodowych i obowiązującego wówczas komunizmu.
4) (...) naród, który utracił niepodległość, może się cieszyć tylko na zasadzie „odhistoryczniania” i odrealniania całej sprawy - Kisiel wyraża opinię popularną i dzisiaj, że „Stawka...” jest tak dobrą rozrywką także i dzięki "superbohaterstwu" J-23 i wypreparowaniu serialu z realnych okoliczności na rzecz tylko prawdopodobnych. Z tym, że u Kisiela, jak rozumiem, puenta jest taka, że naród państwa wolnego, niezależnego, takim bohaterem nie musiałby się zadowalać, że przyszedłby czas bohatera z konkretu. I tu wyobraźni mu nie starczyło, papierowi bohaterowie „Czasu honoru”, stworzeni z autentycznych biografii AK-owców, obsadzeni w realiach okupowanej Warszawy, są nudni i niestrawni. Kloss miał styl, lepsze aktorstwo, porównywalną realizację (bez wątpienia dzisiaj są lepsze możliwości techniczne, dokładniejsze kostiumy, bogatsze scenografie itp.) i jakąś dozę humoru – który w „Czasie honoru” wyrugowano na rzecz patosu.

Co zaś przykuło szczególnie moją uwagę w tym wpisie z dziennika, to zdanie "Na przykład w jednym masowym magazynie ukazała się fotografia Klossa w mundurze oficera Abwehry z napisem „Takim pokochały go miliony telewidzów”". Jest to najwcześniejszy ślad najpopularniejszej chyba legendy miejskiej w polskiej kulturze masowej: o rzekomej okładce niemieckiego tygodnika ze zdjęciem Stanisława Mikulskiego jako Klossa i podpisem "Takim pokochały go miliony Polek". Przy czym warto zwrócić uwagę, że nie ma tu mowy o "niemieckim tygodniku" - po bibliotecznej (i nie tylko) kwerendzie klubowych kolegów wiemy skądinąd, że takowej okładki nigdy w RFN nie było. Mimo że nie ma tego napisane wprost, sądzę, że w zdaniu tym Kisiel nadal streszcza artykuł KTT w "Kulturze", a nie opisuje coś co sam w gazecie widział (ponieważ znakomity fragment "Dzienników" to odwołania do tekstów z ówczesnej prasy, której był czytelnikiem maniakalnym aż do masochizmu, jestem przekonany, że gdyby zobaczył naocznie ten "masowy magazyn" podał by jego tytuł i miasto, w którym się ukazuje).

Więc informacja z artykułu KTT (prawdziwa lub nie, to nadal temat na inne dociekania) zmieniła się, trochę na zasadzie głuchego telefonu, w wersję pokutującą do dzisiaj: "masowy magazyn" to "niemiecki tygodnik", "miliony telewidzów" to "miliony Polek". Ale nawet tamten zapis wywołał żywy odzew i oprócz Kisiela (który tworzył swoje zapiski najściślej prywatnie), także oficjalne publikatory odnosiły się do tego - powiedzmy towarzyskiego - wymiaru popularności kreacji Stanisława Mikulskiego. Na przykład już w początkach lutego 1969 r. w "Szpilkach" ukazał się satyryczny rysunek Zbigniewa Ziomeckiego, który w zasadzie dokładnie opowiada tę historię w swój sposób, zachowując takie elementy jak mundurowy wizerunek aktora, adoracja niewiast:



Mam takie wyobrażenie (cały czas na boku pozostawiając kwestię co było źródłem zdania z artykułu KTT), że "niemiecki tygodnik" i "miliony Polek" to kawiarniana plotka, nie tyle produkt niezdrowej konfabulacji, co chęć podkolorowania szarej rzeczywistości. Plotka rozpowszechniana nie w celu dyskretnego zdyskredytowania ("oo, Niemcom się podoba, że robią film o przystojniaku w mundurze Abwehry"; a jak coś się podoba zachodnim Niemcom to źle - znów odwołując się do realiów, antyniemieckie fobie Władysława Gomułki determinowały oficjalną politykę PRL), a wręcz przydania splendoru (pamiętajmy, że wówczas wszystko co "zachodnie", było z definicji lepsze niż polskie, toteż i "niemiecki tygodnik" był już na starcie w miejscu niedostępnym polskiemu tygodnikowi, choćby takiej "Panoramie" z Katowic, czy "Panoramie Północy" z Olsztyna). Że plotka okazała się nadzwyczaj żywotna, to i my mamy do dzisiaj zajęcie.

------

Ba! Gdybym ja był niedyskretny…

03-07-2011 22:13

A79

Coś lżejszego. Tym razem głos mają Teresa Lipowska i Bronisław Pawlik, którzy w skeczu Hobbyści z czwartego programu Kabaretu Dudek pt. Kto się boi Marii Konopnickiej? mówili między innymi:
- Nie mam własnej [żony], nie złożyło się jakoś, więc tak dorywczo, to tu, to tam. Panie nawet chwalą sobie, że "dobry kochanek w nowoczesnym budownictwie". Jeżeli mąż wcześniej wraca to mieszczę się do typowej wnęki na szafę. (…)
- A wie pan, u mojej ciotki, przed wojną, to jak jej mąż pułkownik wracał do domu frontowymi drzwiami, to taki jeden porucznik wychodził kuchennymi. I jeszcze pasa zdążył dopiąć, zanim mąż przez przedpokój przemaszerował.
- Prą pani, a za okupacji to jak było? Przecież Brunner wchodził jednymi drzwiami, Kloss drugimi wychodził i jeszcze z podwórka zdążył zawsze zawołać: "Nie ze mną te numery, Brunner!". Tak było!
- Jakie to szczęście i łaska boska, że ci Brunnerzy napadli na nas przed wojną, bo w dzisiejszych warunkach lokalowych konspiracja byłaby nie do pomyślenia. (…)

Autorem skeczu jest Stanisław Tym, który - jak wiadomo m.in. z fotokomiksu w "Szpilkach" (tu i tu), boleśnie zmagał się z realiami budownictwa mieszkaniowego ery gomułkowskiej (osławione "ślepe" kuchnie, zgroza!). W wersji telewizyjnej (ocenzurowanej), w programie TVP "Kabaret Dudek - W telewizyjnej kawiarni", skecz odegrali Irena Kwiatkowska i Edward Dziewoński - można zobaczyć go tutaj (jest tam rzadka ciekawostka - sypka Ireny Kwiatkowskiej, a aktorka ta słynęła w środowisku z fenomenalnej pamięci i koncentracji, a także odporności na żarty robione na scenie przez kolegów).

------

Ba! Gdybym ja był niedyskretny…

05-07-2011 19:52

szurens

Tak, tak było wczoraj w radiowej TRÓJCE. Bawiłem się nieźle.

------

SZURENS@GMAIL.COM

06-07-2011 20:40

A79

"szurens" napisał:

Tak, tak było wczoraj w radiowej TRÓJCE. Bawiłem się nieźle.

Dokładnie, Trójka mi po raz trzeci przypomniała o tym dialogu.

------

Ba! Gdybym ja był niedyskretny…

07-07-2011 19:52

A79

To będzie nawiązanie à rebours: skoro już wiemy mniej więcej jak to z okładką niemieckiego tygodnika było, możemy śmiało spojrzeć w oczy i rzekomemu cytatowi "Nie ze mną te numery, Brunner".

W dwuodcinkowym "Powrocie doktora von Kniprode" (1966), udanej kontynuacji nie mniej udanego serialu wojennego "Podziemny front" (1965), w epizodzie drugim pt. "W matni" jest taka scena, gdy majora Rymszyca, zdemobilizowanego oficera, przebywającego w zachodniej strefie okupacyjnej w tużpowojennych Niemczech, zaczepia na ulicy mężczyzna, który przypomina mu jak szukał kilka lat temu kontaktu z "naszym" (w domyśle - niemieckim) wywiadem. Nawiązuje się taki dialog:
- Kiedyś szukał pan z nami kontaktu, teraz kiedy mogą być nawiązane, zaczyna pan kaprysić… My tego bardzo nie lubimy, herr Rymszyc. Bardzo.
- Co za "my"?
- Niech pan nie będzie dzieckiem, panie majorze. Pan urządza awantury w knajpach, stał się pan agresywny… tego też nie lubimy. W czasie awantury wiele może się zdarzyć. Zdechnąć pod szynkwasem - paskudna perspektywa.
- Panie X łamane przez rzymskie trzy, czy jak tam pana nazywają, nie ze mną takie numery! Straszenie się skończyło. Im prędzej wy to zrozumiecie, tym dla was lepiej.

Dialogi serialu napisał Bohdan Czeszko - i to on, pospołu z ludową plotką, jest autorem zwrotu "Nie ze mną te numery, Brunner", a nie Hans Kloss.

------

Ba! Gdybym ja był niedyskretny…

07-08-2011 19:01

109 postów   2 3 4 5 6 7 8 9
© 2020 Shen-Kun - Baca - BoBer. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Realizacja strony: strony.gliwice.pl.