Stawkowa Warszawa

Dzięki doskonale zorganizowanej siatce, zaangażowaniu wielu agentów i stałemu kontaktowi operacyjnemu z ciotką Zuzanną w pierwszy wrześniowy weekend przeprowadzona została akcja pod kryptonimem „Warszawa i gwiazdy”. Podczas przemieszczania się członków siatki klubowej różnymi środkami transportu obyło się bez incydentów. Do prowokacji doszło dopiero w stawkowej Warszawie. Przedstawiciele miejscowego podziemia skradli portfel naszemu agentowi o kryptonimie Jacko. Stołeczni doliniarze liczyli zapewne, że znajdą w skradzionym portfelu notatki Edwarda Kani albo numer telefonu na Wilczą 45. Jakże srogo się zawiedli. Siedzimy w tej robocie nie od dziś i jesteśmy odporni na takie tanie sztuczki. Chłopcy z dywersji zapowiedzieli, że amatorzy cudzego zostaną namierzeni i na stałe wypadną z gry.

Weryfikacja członków naszej siatki ma charakter permanentny, zatem i tym razem padały hasła, a na umówione miejsce (konspiracyjny lokal o nazwie „Wieżyca”) docieraliśmy dla zmylenia przeciwnika bocznymi drogami, koleją podmiejską z Radomia czy Wisłą wpław. To rutynowe wręcz działania, dlatego w takich okolicznościach nie myślimy o cyjankali – mimo że stawka nieustannie jest wysoka. I wcale nie z powodu zniknięcia Benity von Henning czy troski o bezpieczeństwo Anny.

Stawkowa Warszawie przywitała blisko pięćdziesięcioro klubowiczów bardzo mocnymi akordami. W samo południe swoją obecnością zaszczycił nas Jerzy „Duduś” Matuszkiewicz – znakomity muzyk jazzowy, świetny kompozytor, autor ilustracji muzycznej m.in. do „Stawki większej niż życie” (relacja ze spotkania i galeria zdjęć znajduje się tutaj). Naszym gościem była również Beata Tyszkiewicz – pierwsza dama polskiego filmu, aktorka znana, lubiana i podziwiana, odtwórczyni roli Christin Kield w odcinku „Zdrada” (tutaj można przeczytać relację i obejrzeć galerię). Z powodów zdrowotnych nie mógł spotkać się z nami Andrzej Konic, reżyser i aktor.

Po spotkaniach z gwiazdami nastąpiła krótka odprawa na dziedzińcu klubu „Wieżyca”, która tak naprawdę była pretekstem do sprawdzenia, czy nie namierzyli nas tajniacy Lothara i Fischera. Rozpoznanie operacyjne wypadło pozytywnie, można było zatem wyruszyć na wędrówkę po stołecznych plenerach znanych z odcinka „Ostatnia szansa”. Jak się okazało nieco później, była to fantastyczna wyprawa, częściowo w świetle gwiazd, zwieńczona wieczornym bankietem u kreisleitera. Przez większą część trasy podążaliśmy śladem uciekającej przed tajniakami Anny, nie można zatem uznać za zbieg okoliczności faktu, że naszym przewodnikiem była Jo-Anna – osoba czujna, niezwykle kompetentna i bez reszty oddana sprawie. Jej zasługą jest również przygotowanie materiałów zawierających wykonane z ukrycia zdjęcia i ściśle tajne mapy. Ostateczny kształt nadali im zweryfikowani przez swoją działalność konspiratorzy: Grzegorz (hasło „Kielce”) i Marcin, człowiek Tomali.

Pierwszym przystankiem były okolice wiaduktu kolei średnicowej. To tutaj sfilmowano jedno z końcowych ujęć do odcinka „Ostatnia szansa” (Ruppert wysadza z samochodu Annę, która chowa się za drzewem, a następnie ucieka w kierunku podwórka). W miejscu solidnego drzewa rośnie obecnie młoda brzózka. Rozebrano widoczny na ekranie mur stykający się z przęsłem wiaduktu. W oddali znajduje się charakterystyczny budynek widoczny w kadrze. Bez problemu można go zauważyć w bezlistnych porach roku. Podwórko, w kierunku którego biegnie Anna to wewnętrzny dziedziniec szpitala z wyraźnie widocznymi na ekranie oknami, które do dzisiaj nie zmieniły swojego wyglądu.

Po kilku minutach marszu znaleźliśmy się na wiadukcie, który był scenerią zakończonej kraksą szaleńczej jazdy kapitana Rupperta. Filmowcy operowali w kilku miejscach tego obiektu i w zręczny sposób zmylili widza, który nie ma świadomości, że Ruppert ucieka w dół wiaduktu, a po chwili wpada w poślizg i ginie, spadając z góry tej budowli. Zabytkowy wiadukt, wzniesiony na początku lat trzydziestych XX wieku, został odrestaurowany w 2007 roku i lśni pełnią blasku. Wymieniono barierki na metalowe (na ekranie widzimy barierki drewniane), zdemontowano latarnie i usunięto fragmenty asfaltu, odsłaniając i uzupełniając zabytkową kostkę granitową ułożoną w rybią łuskę. Powtórzenie wyczynu Rupperta byłoby zatem dzisiaj trudniejsze, choć w pełni możliwe, bowiem na ekranie nie widzimy spadającego samochodu. Sugeruje to sprawny montaż.

W trakcie szybkiej jazdy Rupperta kamera pokazuje trzy inne, położone w pobliżu obiekty. Kiedy kamera prześlizguje się po fasadzie klasztornej, na ekranie wyraźnie widoczna jest trakcja. Wawrzyniec, człowiek dobrze zorientowany w serialowych i stołecznych realiach, wyjaśnił wszystkim, że do końca lat 60. po Krakowskim Przedmieściu kursowały trolejbusy – trakcji nie można zatem kojarzyć z przemykającymi po okupowanej stolicy tramwajami „Nur für Deutsche” (rozpoznanie operacyjne dowiodło niezbicie, że tramwaj, którym Anna przemierza Warszawę w odc. „Ostatnia szansa” sfilmowano w Łodzi).

Kolejny stołeczny plener stawkowy, który ukazał się naszym oczom to kamienica, w tle której widoczny jest fragment placu Trzech Krzyży. W serialu jest to ulica wiodąca do kawiarni „Mocca”, którą jest w rzeczywistości lokal znajdujący się... w Łodzi. Jedną scenę złożono zatem z ujęć nakręconych w dwóch miastach. 

Nieco dalej stoi secesyjna kamienica wzniesiona w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Podwórze i brama jej części centralnej widoczna jest w scenie aresztowania mężczyzny, którego wyprowadzanie obserwuje Kloss spieszący ostrzec Annę przed zasadzką w kawiarni „Mocca”. Na ekranie widzimy również fragmenty sąsiednich budynków, w drzwiach których nie ma już widocznych na ekranie krat.

Najbardziej filmowym i zgodnym z realiami historycznymi obiektem jest obecna siedziba Ministerstwa Edukacji Narodowej, który podczas okupacji był siedzibą Gestapo. Z obiektu tego wychodzi Anna, zwolniona na polecenie Fischera, za którą podążają tajniacy. W oknach piwnicznych niezmiennie znajdują się kraty widoczne w serialowym ujęciu.

Dalsza trasa wędrówki obejmowała obiekty i miejsca, które mijała Anna, starając się zgubić śledzących ją tajniaków. Są wśród nich kamienice z lat trzydziestych XX wieku, znajdujące się po wschodniej stronie ul. Waryńskiego.

Ostatni plenerowy przystanek znajdował się w zacisznych uliczkach kolonii Staszica. Z ul. Langiewicza skręca w ul. Prezydencką samochód wiozący Benitę von Henning (w kadrze wyraźnie widoczna jest tabliczka z nazwą ulicy). Filmowa willa profesora oddalona jest zaledwie o parę kroków od serialowego domu kapitana Rupperta. Na ekranie widzimy prawą część rezydencji z charakterystycznymi portykami kolumnowymi. Niestety, od kilkudziesięciu lat budynek popada w ruinę. Nie zmieniły się drzwi ani okna budynku. Pojawienie się przez obiektem kilkudziesięcioosobowej grupy stawkowiczów wywołało poruszenie wśród spadkobierców Rupperta, którzy udawali, że o swoim przodku nigdy nie słyszeli – nie zdziwiło nas to specjalnie („Pół godziny, Ruppert!”). Wiele osób zwróciło natomiast uwagę na fakt, że Ruppert nie zdradził Benicie, że mieszka w pobliżu („Nie należy oszukiwać brzydkich dziewcząt”).

Dodatkową atrakcją naszego pobytu na kolonii Staszica były zmrok, księżyc i gwiazdy. Wszak wiele scen kręconych w tym miejscu (Kloss odprowadza Benitę do willi; Anna wchodzi do willi von Henninga i po niedługim czasie opuszcza ją przez kuchnię) rozgrywa się właśnie wieczorowo-nocną porą.

Część plenerowa pobytu w stawkowej Warszawie zakończyła się przed domem Rupperta wręczeniem certyfikatów. Otrzymaliśmy je z rąk Joanny oraz Marcina i Wawrzyńca. Po zgubieniu kilku ogonów dotarliśmy do zacisznego hotelu, gdzie czekały na nas przytulne pokoje, gościnny hol i grill na tarasie. Podczas bankietu u kreisleitera Joanna wyciągnęła asa z rękawa: każdy stawkowicz otrzymał zestaw gustownych upominków klubowych (smycz, znaczek firmowy, długopis) oraz komplet serialowych haseł w wersji czeskiej. Nie sposób nie uśmiechnąć się radośnie wiedząc, że „V Pařiži mají najlepší kaštany na náměstí Pigalle” albo że „Posílá mně Josef. Mám na prodej papírky Morwitan”. Hasła te z pewnością zostaną wykorzystane podczas organizowania siatki praskiej. W ten jeden wieczór, bez zwracania uwagi na zasady konspiracji, członkowie siatki mogli paradować z przygotowanymi przez Grzegorza identyfikatorami klubowymi. Miejsce noclegu zostało bowiem obstawione przez ludzi Fischera, nikt obcy nie miał szans na cichy monitoring.

Podczas bankietu Marek Gaszyński bawił nas anegdotami i zabawnymi tekstami napisanymi prozą i wierszem. Zaprezentował również napisany specjalnie na klubowy wieczór swój tekst pt. „Stawka większa niż życie”:

Jest serial, teatr, książka
spisana należycie:
dzieje polskiego szpiega,
„Stawka większa niż życie”.

Ubrany jak spod igły,
w urody swej rozkwicie,
Staszek Mikulski, aktor
w „Stawce większej niż życie”.

Zwycięstwo zawsze przy nim.
W serialu zobaczycie,
że zawsze go ratuje
stawka większa niż życie.

A ja wciąż szukam miejsca
gdziekolwiek, nie na szczycie.
I dam za spokój serca
stawkę większą niż życie.

Przegrana, ból i gorycz,
na koncie brak pokrycia.
Cóż, znowu mnie zawiodła
Stawka większa od życia

U niego siła, pomysł,
wystarczą na przeżycie.
Wciąż mu nadzieję daje
stawka większa niż życie.

A ja mam zapisaną
niepewność w życiorysie
I nie wiem na co stawiać
stawkę większą niż życie

Blizn na mym biednym sercu
jest wiele, nie zliczycie.
Więc czy mam wierzyć nadal
w stawkę większą niż życie ?

Pan Konic, Matuszkiewicz,
pływają w dobrobycie,
Oni wygrali swoją
rolę większą niż życie.

A ja samotny, w Wiedniu,
Paryżu czy Madrycie,
oglądam przez Internet
„Stawkę większą niż życie”.

W myśli i w wyobraźni
wysoko, na orbicie
w kosmosie szukam innej
„Stawki większej niż życie”.

Bo może jakiś Wielki
Reżyser, w innym bycie
nakręcić chce na nowo
„Stawkę większą niż życie”.

Ja stanę do castingu
I wygram. Zobaczycie.
Wszystko, co mam postawię,
by zagrać o swe życie.

Ruszam z sierpem i młotem,
bo „towarzysze, wicie,
NKWD i partia
za stawkę da wam życie”.

Po wojnie był komunizm.
Hans Kloss mi raz powiedział,
że do AK by poszedł,
gdyby coś o tym wiedział.

Gdyby nas wyzwolili
Angloamerykanie,
to jazz zamiast czastuszek,
boogie, swing na siadanie.

Zamiast wolności przyszła
cenzura i lewica.
Paszport, odmowa. Trudno,
odpływa zagranica.

Macie Ojczyzny bronić,
I służyć jej w zachwycie.
A wtedy otrzymacie
zgodę na jedno życie.

Tak chciałem w tej piosence
uniknąć polityki
nawiązać coś do „Stawki”,
„Dudka” pięknej muzyki.

Nie umiem, co ja zrobię?
Znów wyszła polityka,
i powiem, tak jak wszyscy,
„atomistyka”.

Więc gdy jesteśmy razem,
My, Polscy stawkowicze,
to wierzę w naszą siłę
i w stawkę, tak jak w życie.

Bo nie ma nic lepszego
- tak czytam i tak słyszę -
niż nasza wielka, wspólna
Stawka większa niż życie.

Autor tekstu otrzymał rzęsiste brawa, podobnie jak nasz niezawodny gitarzysta Jacek, który premierowo zaśpiewał strofy Marka Gaszyńskiego. Wieczór toczył się niespiesznie, chwilami nieco powłóczyście. Nikogo nie niepokoiła tym razem odsłonięta firanka w oknie czy brak doniczki na parapecie. Z pewnością pobyt w stawkowej Warszawie zaliczyć można do bardzo udanych. I wszyscy dokładnie wiemy, jak Stedtke skomentowałby atrakcje tej wrześniowej soboty. A za czas jakiś spotkamy się w stawkowej Łodzi. Do miłego zobaczenia!

Fotorelacja z naszego pobytu w stawkowej Warszawie znajduje się tutaj.
Tu znajdują się materiały uzupełniające wiedzę o stołecznych plenerach.

© 2019 Shen-Kun - Baca - BoBer. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Realizacja strony: www.hyh.pl.